Nie oddycham już. Długo?
Mam wrażenie, że przez cały czas nie ruszam się z miejsca. Leże na tej podłodze ze wzrokiem skierowanym w sufit, próbując tak bardzo zająć czymś myśli. Gdybym tylko potrafiła ustalić jej temperaturę. Czy jest zimna czy parzy moją skórę. Ona jednak nie jest ani lodowata, ani gorąca. Nie wiem czy jest bardzo polakierowana, czy jest twarda. Może nawet nie jest podłogą? Wiesz... nie chce mi się na niej leżeć. Ale jeszcze bardziej nie chce mi się wstawać. Będę tak leżeć i nie oddychać. A gdy w końcu wstanę moje życie będzie 'poukładane'.Albo nie wstanę i stopię się z próżna. O tak... to by było piękne. Nie płakałabym już z bezradności, nie męczyła się w swojej suchej skórze. Wiesz, mam wrażenie, że ona zaraz zacznie pękać. A ja wyleję się z niej zepsuta i bezużyteczna.
Nie chcę tu być. Nienawidzę tej podłogi, tych ścian.
Ah, gdybym tylko zamknęła złośliwy los w pudle i schowała w próżni. Nie padałabym już w myślach na kolana, krzycząc że już dłużej nie zniosę. Że ja już tak nie chcę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz